Strona główna  /  Lifestyle  /  Kto to pick me girl? Co oznacza to określenie w sieci?

Młoda kobieta na łóżku patrzy z lekkim zastanowieniem w smartfon, sugerując refleksję nad terminem „pick me girl” w sieci.

Kto to pick me girl? Co oznacza to określenie w sieci?

Lifestyle

Określenie pick me girl opisuje dziewczynę, która zabiega o uwagę chłopaków, umniejszając innym kobietom i podkreślając, że jest „inna niż wszystkie”. Taki styl bycia zwykle wiąże się z mizoginią wewnętrzną, czyli pogardą wobec własnej płci i ślepym przywiązaniem do tego, co narzuca patriarchat. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć to zjawisko, sprawdzić, czy ktoś w twoim otoczeniu tak się zachowuje – albo czy sama nie wpadasz w ten schemat – czytaj dalej.

Kto to pick me girl w młodzieżowym slangu?

Wyrażenie „pick me girl” pochodzi z angielskiego i dosłownie oznacza dziewczynę wołającą: „wybierz mnie”. Ikoniczny dla popkultury obraz tego błagania o wybór pojawił się już w 2005 roku w serialu „Chirurdzy” (Grey’s Anatomy), gdy Meredith Grey mówi do Dereka: „Pick me. Choose me. Love me” („Wybierz mnie. Wybierz mnie. Kochaj mnie”), prosząc go, by postawił właśnie na nią. Współczesne memy o „pick me girl” są jak karykatura tej sceny przeniesionej do codziennego życia.

Chodzi o osobę, która szuka akceptacji mężczyzn tak intensywnie, że ustawia się w kontrze do innych kobiet, powtarza stereotypy o „wrednych, płytkich babach” i sprzedaje siebie jako „lepszą od reszty”. W praktyce często łączy się to z traktowaniem samej siebie jak produktu: „nie jestem jak inne, jestem łatwiejsza w obejściu, mniej wymagająca, bardziej lojalna”. Z socjologicznego punktu widzenia jest to forma samoobiektualizacji – wystawiania siebie na ocenę jak towar – oraz efekt rywalizacji wewnątrz‑płciowej o zasób, jakim ma być męska uwaga.

Termin pojawiał się w sieci znacznie wcześniej, niż wskazywałyby na to modne dziś hashtagi. Już około 2006 roku użytkownicy wczesnego Twittera szydzili z kobiet, które ostentacyjnie chwaliły się zamążpójściem i stawiały się wyżej od singielek – właśnie jako „pickme girl”. Kluczowym momentem dla popularyzacji określenia był jednak rok 2016 i hashtagi w rodzaju #TweetLikeAPickMe, pod którymi parodiowano kobiety desperacko szukające „wyjątkowości” w oczach facetów („ja to nie jestem taka jak inne, nienawidzę dram między dziewczynami, kocham grać w FIFĘ i pić piwo z chłopakami”).

Od tego czasu określenie rozlało się po mediach społecznościowych. Termin wszedł do obiegu szerzej mniej więcej po 2016 roku – wtedy zaczął regularnie pojawiać się na Twitterze, a później trafił do Urban Dictionary. Prawdziwą popularność przyniosły mu jednak krótkie wideo na TikToku: hasztag „pick me girl” został tam użyty około 2 miliardy razy, głównie w filmikach parodiujących taki sposób bycia. W polskim internecie funkcjonuje też dosłowne tłumaczenie: „dziewczyna typu «wybierz mnie»”.

Pick me girl to nie „po prostu inna dziewczyna”, tylko ktoś, kto swoją wartość buduje na tym, że inni – zwłaszcza kobiety – wyjdą przy niej na gorsze.

Jak rozpoznać zachowania typu „wybierz mnie”?

Styl „wybierz mnie” rzadko polega na jednym zdaniu. To cały zestaw nawyków, które razem układają się w dobrze rozpoznawalny wzorzec, zbliżony do znanego z popkultury motywu „Not Like Other Girls”. U nastolatek bardzo często stoi za tym lęk przed byciem niewidoczną w grupie: presja szkolna i rówieśnicza popycha dziewczyny do wybierania ról skrajnych – albo przesadnie słodkiej, infantylnej „maleńkiej księżniczki”, albo zbuntowanej chłopczycy, która „brzydzi się wszystkim, co dziewczyńskie”. W obydwu wypadkach celem bywa wyrwanie się z tła, nawet kosztem innych dziewczyn.

Relacje z innymi dziewczynami

Najbardziej charakterystyczny sygnał to ciągłe odcinanie się od innych kobiet i napędzanie rywalizacji między kobietami. Pojawiają się teksty w stylu: „one są puste, ja mam zainteresowania”, „dziewczyny są najgorsze”, „nie dogaduję się z babami, wolę kumplować się z chłopakami”. Taka osoba chętnie sięga po fatshaming i slut‑shaming – komentuje cudze ciało, strój, życie seksualne, żeby przy męskiej publiczności wypaść „porządniej”, „rozsądniej”, „mniej desperacko”.

Typowym zachowaniem jest też ujawnianie sekretów innych dziewczyn przy chłopakach, żeby „dla żartu” je zawstydzić i zrzucić z piedestału. Może to wyglądać tak: w obecności grupy kolegów pada głośne pytanie: „Dlaczego ignorujesz Connora? Przecież mówiłaś, że się w nim podkochujesz?”, albo komentarz: „Przecież opowiadałaś, że spałaś z nim na imprezie”. Niby żart, a w praktyce – celowe podkopanie reputacji koleżanki, by samą siebie przedstawić w bardziej korzystnym, „moralnym” świetle.

Badanie Demos 2013‑2014 oparte na tweetach pokazało, że kobiety używały słowa „whore” wobec innych kobiet równie często jak mężczyźni. To pokazuje, jak internalized misogyny sprawia, że język pogardy wobec kobiet bywa kierowany… właśnie przez kobiety. Psycholożki zwracają uwagę, że u wielu dziewczyn takie zachowania są próbą ucieczki przed negatywnymi stereotypami o kobietach (chciwe, fałszywe, interesowne). „Pick me” stara się zademonstrować: „ja taka nie jestem, bo jestem inna niż one”, nawet jeśli ceną jest zniszczenie relacji z innymi dziewczynami.

Język i sposób mówienia

W części memów i nagrań wyśmiewa się specyficzny styl mówienia: infantylizację głosu, zastępowanie „r” literą „l”, nadużywanie zdrobnień („malutki brzuszek”, „flytecki”) i zaimka „ja”. Dziewczyna mówi wtedy całą sobą: „jestem taka słodka, delikatna, wyjątkowa”, oczekując, że zostanie za to nagrodzona atencją. Obok infantylizacji pojawia się też ostentacyjne gardzenie wszystkim, co „za bardzo dziewczyńskie” w oczach mężczyzn – na przykład przesadne hejtowanie kobiecych seriali: „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów? Najgorszy film, grupa bab gadająca przez półtorej godziny, jak to w ogóle można oglądać”.

Warto tu pamiętać o zjawisku opisanym jako performatywna autentyczność: w mediach społecznościowych każdy może kogoś oskarżyć o „udawanie”. Z zewnątrz często trudno odróżnić, czy ktoś naprawdę tak się czuje, czy tylko gra pod publiczkę. Dlatego sam głos czy zdrobnienia nie wystarczą, żeby kogoś wrzucić do tej szufladki – istotne jest, czy ten styl idzie w parze z poniżaniem innych kobiet i budowaniem na tym własnej wartości.

„Nie jestem taka jak inne dziewczyny”

To najczęściej cytowane zdanie. Samo w sobie nie musi oznaczać nic złego – wszyscy jesteśmy różni. Problem pojawia się wtedy, gdy po tym tekście następuje lista zarzutów wobec „innych”: że się malują, że lubią zakupy, że oglądają „babcine” seriale. Taki monolog łączy zwykle dwa elementy: pogardę do tradycyjnie kobiecych zainteresowań i podkreślanie własnej „wyjątkowej” relacji ze stereotypowo męskimi aktywnościami, jak motoryzacja, gry czy piwo z kumplami.

Psycholog Joanna Gutral podaje obrazowy przykład: „pick me girl” poznaje fana motoryzacji i, mimo że w praktyce nie wie, jak działa samochód, natychmiast deklaruje, że „w przeciwieństwie do innych dziewczyn wie, co to sprzęgło”. Celem nie jest rozmowa o pasji, tylko wykluczenie konkurencji – zakomunikowanie: „inne dziewczyny to ignorują, ja jestem wyjątkowa i dlatego zasługuję na twoją uwagę”.

Wzorzec „nie jestem jak inne” staje się problemem w momencie, gdy różnice wykorzystuje się jako broń przeciw innym kobietom.

Tradycyjna lub religijna „pick me girl”

Zjawisko „pick me” nie dotyczy wyłącznie chłopczyc w trampkach. Istnieje też typ tradycyjnie kobiecej, często religijnej pick me, która z zewnątrz idealnie wpisuje się w konserwatywny wzorzec: skromnie ubrana, „rodzinna”, podkreślająca gotowość do poświęceń. Taka dziewczyna nie musi gardzić piwem i meczami – gardzi raczej kobietami o innych poglądach: nazywa je „rozwiązłymi”, „wulgarnymi”, „zbyt męskimi”, „karierowiczkami”, a siebie przedstawia jako tę „łatwą w obejściu”, uległą, „prawdziwie kobiecą”, przez co – jej zdaniem – bardziej wartościową dla mężczyzn.

To nadal ta sama logika: odcinanie się od innych kobiet, by zostać nagrodzoną wyborem mężczyzny albo całego konserwatywnego otoczenia. Różni się jedynie opakowanie: zamiast bluzy z kapturem i padów do konsoli mamy długą spódnicę i cytaty z Biblii – ale cel (być „lepszą” od innych kobiet) pozostaje taki sam.

Pick me girl a inne archetypy w popkulturze

Zachowania „pick me” nie biorą się znikąd – wyrastają z obrazów kobiecości, które latami podsuwały filmy, seriale i reklamy. W klasycznych bajkach Disneya dominuje motyw damsel in distress („dziewczyny w opałach”) – jak Królewna Śnieżka (1937) czy Kopciuszek (1950), bierne, czekające na ratunek księcia. Później kino stworzyło postaci w stylu Manic Pixie Dream Girl – dziwacznej, „uroczo szalonej” dziewczyny istniejącej tylko po to, by odmienić życie męskiego bohatera – oraz stereotypowe „jędzy”, czyli kobiet definiowanych wyłącznie przez rywalizację o mężczyzn.

Na tym tle ciekawym kontrprzykładem jest Elle Woods z filmu „Legalna blondynka” (2001). Choć wygląda jak podręcznikowy przykład „słodkiej, różowej lalki”, nie jest „pick me”: jest lojalna wobec innych kobiet, solidna na studiach prawniczych, a swoją karierę buduje dla siebie, nie po to, by zostać wybraną przez faceta. To pokazuje, że „typowo dziewczyński” wizerunek nie musi iść w parze z rywalizacją i mizoginią.

Pick me boy

Męska wersja tego zjawiska, czyli pick me boy, działa inaczej, ale też opiera się na szukaniu uwagi. Taki chłopak umniejsza siebie, wyciąga na wierzch swoje „wady” i niedostatki, żeby wzbudzić poczucie winy lub litość, gdy ktoś odmawia mu bliskości. Przykładem jest emocjonalny szantaż typu: „nie jesteś ze mną, bo jestem dla ciebie za brzydki?”.

Ten wzorzec często bazuje na micie, że „kobiety wolą toksycznych facetów”. Pick me boy przedstawia się więc jako „zbyt miłego”, „zbyt wrażliwego”, odrzucanego przez dziewczyny, które rzekomo wybierają „dup**ów”. W tle pojawia się komunikat: „jeśli mnie nie wybierzesz, będziesz kolejną złą, płytką dziewczyną, która nie docenia porządnych facetów”. To nadal manipulacja uwagą i uczuciami innych – tyle że ubrana w rolę cierpiętnika.

Typ zachowania Pick me girl Pick me boy / simp
Cel być „lepszą” od innych kobiet w oczach mężczyzn wymusić uwagę lub troskę ze strony dziewczyn
Typowe środki obgadywanie dziewczyn, slut‑shaming, „nie jestem jak inne” nadmierne cierpiętnictwo, emocjonalne szantaże, idealizowanie kobiet

„It Girl” vs „Pick Me Girl” w social mediach

Na TikToku popularny jest też kontrast między „It Girl” a „Pick Me Girl”. „It Girls” – dziewczyny wyznaczające trendy – są podziwiane i świadomie naśladowane: to one „ustawiają” modę, estetykę, styl życia. Do bycia „pick me” nikt się otwarcie nie przyznaje – trend działa głównie przez parodiowanie takich zachowań przez inne kobiety. Powstaje paradoks: twórczynie tych parodii próbują udowodnić swoją „prawdziwość” i „zdrową kobiecość”, ośmieszając cudzą rzekomą „sztuczność” i desperację.

Badania nad internalized sexism w trendzie pick me (m.in. w czasopiśmie „Alphabet” i na konferencjach typu ICBIR 2024) pokazują, że łatwo tutaj wpaść w pułapkę: krytykując mizoginię pick me girls, można niechcący powielić ten sam schemat, tyle że w drugą stronę – budując poczucie własnej „lepszości” na wyśmiewaniu innych dziewczyn.

Co ma wspólnego pick me z mizoginią i patriarchatem?

W centrum tego zjawiska stoi mizoginia wewnętrzna – przyjęcie do siebie przekazu, że kobiety są „wredne, głupie, interesowne”, więc trzeba się od nich odciąć. Dziewczyna typu „wybierz mnie” wierzy, że tylko dystans od własnej płci zapewni jej uznanie mężczyzn. Taki sposób myślenia wzmacnia stereotyp „kobieta kobiecie wilkiem” i rozsadza od środka siostrzeństwo.

Psycholożki Joanna Gutral i Alicja Wiśnicka zwracają uwagę, że taki styl bycia nie musi wynikać z realnych, głęboko przemyślanych poglądów, ale z kalkulacji: co powiedzieć, żeby zostać „wybraną”. W jednym towarzystwie taka osoba będzie szydzić z feministek, w innym – z gospodyń domowych. Punkt wspólny jest jeden: obniżyć wartość innych kobiet, żeby podnieść własną. Jak zauważa Alicja Wiśnicka, „pick me” często panicznie boi się utożsamienia z negatywnymi stereotypami przypisywanymi kobietom (chciwość, fałsz, egoizm), więc manifestacyjnie odcina się od „bab”, nawet jeśli sama jest kobietą.

Historyczne tło: od „idealnej gospodyni” do „wybierz mnie”

Socjologowie porównują współczesny syndrom „pick me” do promowanego w mediach wizerunku cichej, posłusznej gospodyni domowej z lat 50. XX wieku, zwłaszcza w powojennej, amerykanizującej się kulturze. W tamtych czasach w prasie i reklamach krytykowano dążenie kobiet do edukacji i kariery, a małżeństwo przedstawiano jako niemal jedyny sens życia. „Dobra żona” miała być piękna, zadbana, uśmiechnięta i całkowicie skupiona na mężu – w zamian za to miała zostać „wybrana” i utrzymana.

Współczesne „pick me girls” powtarzają tę logikę w nowych dekoracjach: zamiast reklamy proszku do prania mamy TikToka, zamiast rozmowy z księdzem – wątek na Twitterze, ale przekaz bywa podobny: „nie jestem feministką”, „kariera mnie nie interesuje”, „ja tylko marzę o tym, żeby być idealną żoną, w przeciwieństwie do tych roszczeniowych kobiet”. To pokazuje, że patriarchalne wzorce potrafią się odradzać w różnych formach.

Na tym gruncie łatwo wyrasta popieranie jawnie szkodliwych zjawisk: od obśmiewania feminatywów i ruchu #MeToo, po victim blaming – czyli obwinianie ofiar gwałtu czy molestowania seksualnego. Pojawiają się komentarze typu: „same się prosiły”, „przesadza, to był komplement”, „miała okres, to histeryzuje”. Zdarza się też, że kobiety bronią gwałcicieli czy sprawców przemocy, bo są „przystojni”, „utalentowani” albo należą do ich środowiska.

Dziewczyna, która po stronie sprawcy podważa doświadczenie skrzywdzonej kobiety, staje się żywym dowodem na to, jak mocno patriarchat potrafi zakorzenić się w nas samych.

Tutaj dobrze widać rolę tzw. strażniczek patriarchatu: kobiet, które aktywnie bronią porządku opartego na dominacji mężczyzn. Czasem mówią, że nie ma pay gap, bo same go nie czują, czasem kpią z girl power jako „girl powder” i zrównują siostrzeństwo z „towarzystwem wzajemnej adoracji”. W sporach damsko‑męskich stają często po stronie „miłego faceta”, bo „na pewno miał swoje powody” – licząc na to, że zostaną wynagrodzone za tę lojalność.

Czy każda chłopczyca to od razu pick me?

Popularność tego słowa sprawiła, że zaczęło się nim obrzucać bardzo różne kobiety – w tym takie, które po prostu nie mieszczą się w stereotypie. Dawniej dziewczyny o nietypowych, „niemęskich” według otoczenia zainteresowaniach nazywano pogardliwie „babo‑chłopami” albo neutralnie „chłopczycami”. Dziś, przy nadużywaniu trendu, łatwo automatycznie przypiąć im łatkę „pick me” tylko dlatego, że wolą deskorolkę niż zakupy.

Dziewczyna, która szczerze lubi gry, motoryzację czy mecze, jeszcze niczego nie udaje. Problem zaczyna się wtedy, gdy takie zainteresowania wykorzystuje jako narzędzie do ataku na inne kobiety – na przykład powtarzając, że „inne dziewczyny się tylko malują i plotkują, a ja jako jedyna potrafię pogadać o prawdziwych rzeczach”. Sama pasja do „męskich” aktywności nie czyni z nikogo pick me – dopiero połączenie jej z mizoginią i pogardą dla „dziewczyńskiego” świata jest tu kluczowe.

Kontrast: pick me vs autentyczna inność

W praktyce różnicę najlepiej widać na konkretnych przykładach. „Pick me girl” może powiedzieć: „nienawidzę zakupów z dziewczynami, one tylko wydają kasę na ciuchy, ja wolę siedzieć z chłopakami i grać w gry, jestem bardziej normalna”. Natomiast dziewczyna o podobnych zainteresowaniach, która nie jest pick me, powie raczej: „Wolę deskorolkę od zakupów, ale idźcie same, a potem chętnie zobaczę, co kupiłyście”. Albo: „Nie znam się na makijażu i go nie noszę, ale twój wygląda niesamowicie!”.

W tym drugim wariancie nie ma deprecjonowania kobiecych upodobań ani podkreślania swojej „wyższości” nad innymi. Jest akceptacja różnorodności: mogę być inna niż większość dziewczyn w mojej klasie i jednocześnie szanować ich wybory. To zdrowa alternatywa dla potrzeby „wybrania” za wszelką cenę.

Kiedy etykietka robi krzywdę?

Przyklejenie komuś łatki „pick me” bywa wygodnym sposobem na uciszenie dziewczyny, która ma inne poglądy niż „nasza bańka”. Część feministek zwraca uwagę, że tak nadużywany termin zaczyna działać jak narzędzie upupiania kobiet: zakłada, że każda kobieta wspominająca o męskich problemach czy krytykująca własne środowisko robi to „dla poklasku facetów”, a nie z namysłu i refleksji.

Badania nad internalized sexism w trendzie pick me (m.in. w czasopiśmie „Alphabet” i na konferencjach typu ICBIR 2024) podkreślają jeszcze jedną rzecz: granica między autentycznością a graniem roli bywa bardzo cienka. Dlatego warto patrzeć nie tylko na pojedyncze zdania, ale na całościowy wzorzec zachowań i na to, czy dana osoba wzmacnia, czy rozbraja mizoginiczne schematy. Czasem ktoś po prostu szuka swojego miejsca pomiędzy różnymi modelami kobiecości – i nie musi to od razu oznaczać wewnętrznej mizoginii.

Jak reagować na pick me w 2026 roku?

Jeśli w twoim otoczeniu jest osoba, która ewidentnie gra rolę „wybierz mnie”, nikt nie zyska na publicznym ośmieszaniu jej w stylu tik‑tokowych parodii. Dużo więcej daje spokojna reakcja i wzmocnienie perspektywy opartej na empatii i wzajemnym szacunku. W wielu przypadkach u podstaw takiego stylu bycia leży niskie poczucie własnej wartości i głód walidacji z zewnątrz – szczególnie silny u nastolatek, które boją się zostać niezauważone, „przezroczyste” w klasie czy paczce znajomych.

Pomocne mogą być drobne nawyki w codziennych sytuacjach:

  • gdy ktoś obgaduje inną dziewczynę przy chłopakach, utnij temat lub zmień go bez wchodzenia w licytację,
  • w rozmowie po nazwaniu kogoś „dziwką” czy „grubą” zapytaj spokojnie: „po co nam taki komentarz?”,
  • jeśli znajoma krytykuje wszystkie kobiety jako „puste”, opowiedz o przykładach realnej solidarności, których sama doświadczyłaś,
  • w sytuacji przemocy czy molestowania jasno zaznacz stronę ofiary, nie wchodząc w narrację „nie przesadzaj”.

Gdy rozpoznajesz podobne wzorce w sobie, warto przyjrzeć się kilku pytaniom: czy naprawdę nie lubisz tego, co „dziewczyńskie”, czy raczej boisz się, że przez makijaż, romantyczne filmy albo potrzebę wsparcia będziesz mniej „atrakcyjna” dla facetów? Czy krytykujesz inne kobiety, bo szczerze uważasz ich zachowanie za szkodliwe, czy dlatego, że przy nich czujesz się gorsza?

Ćwiczenia, które pomagają wyjść z trybu „wybierz mnie”

W pracy nad sobą przydatne mogą być proste techniki psychologiczne, które uczą szukania wartości w sobie, a nie w tym, jak wypadamy na tle innych kobiet. Psychoterapeuci proponują m.in.:

  • Technika „Wyobrażony przyjaciel” – weź maskotkę lub dowolny przedmiot, nadaj mu imię i opowiedz mu o swoich mocnych stronach, wartościach oraz smutkach. Gdy mówimy o sobie „do kogoś”, łatwiej dostrzec własne zalety i potrzeby, zamiast w kółko porównywać się z innymi.
  • Technika „Bycie tu i teraz” (uważność) – ćwicz uważność podczas codziennych czynności (prysznic, jedzenie, spacer). Zwracaj uwagę na zapachy, smaki, odczucia w ciele, zamiast w myślach analizować, jak dziś wypadłaś przed klasą czy partnerem. To stopniowo osłabia nawyk życia „na scenie” dla cudzych oczu.
  • Technika „Konstruktywna samokrytyka” – gdy w głowie pojawia się wewnętrzny krytyk porównujący cię z innymi („one są ładniejsze, mądrzejsze, więc muszę być inna, żeby mnie chcieli”), wyobraź go sobie jako zrzędliwą babcię, złego policjanta albo gdaczącą kurę. Możesz nawet cicho „pokwokać”. Ośmieszenie tego głosu pomaga nabrać dystansu i zamienić destrukcyjne myśli w coś, z czego można się po prostu po ludzku pośmiać.

Zamiast budować pozycję „jednej rozsądnej wśród rozhisteryzowanych bab”, łatwiej żyje się w świecie, w którym kobiece wsparcie nie jest wyjątkiem, tylko normą, a mężczyźni nie potrzebują „dziewczyn typu wybierz mnie”, żeby dostać się do dyskusji. W takim świecie nikt nie musi krzyczeć w środku „wybierz mnie”, bo wartość każdej osoby nie zależy od tego, jak wypadnie na tle innych.

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Kim jest tzw. „pick me girl”?

To dziewczyna, która desperacko zabiega o uwagę mężczyzn, jednocześnie poniżając inne kobiety i twierdząc, że jest od nich lepsza lub „inna niż wszystkie”.

Z jakiego powodu termin „pick me girl” jest łączony z mizoginią?

Zjawisko to bazuje na wewnętrznej niechęci do własnej płci, gdzie kobieta przejmuje stereotypowe, krzywdzące poglądy o innych kobietach, aby zyskać akceptację mężczyzn.

Czy bycie „chłopczycą” automatycznie oznacza bycie „pick me girl”?

Nie, posiadanie typowo męskich zainteresowań nie jest problemem; staje się nim dopiero wtedy, gdy wykorzystuje się te pasje do deprecjonowania innych kobiet i budowania własnej przewagi.

Jakie są typowe znaki rozpoznawcze zachowań „wybierz mnie”?

Osoby te często odcinają się od „typowo dziewczyńskich” zainteresowań, obgadują koleżanki w obecności chłopców oraz stosują infantylizację głosu, by wydawać się bardziej atrakcyjnymi.

Czy istnieje męski odpowiednik „pick me girl”?

Tak, „pick me boy” to mężczyzna, który poprzez przesadne użalanie się nad sobą i manipulację emocjonalną stara się wzbudzić w kobietach litość oraz wymusić zainteresowanie.

Jak skutecznie wychodzić z roli „pick me girl”?

Pomaga budowanie poczucia własnej wartości niezależnie od oceny innych oraz praktykowanie uważności i solidarności z innymi kobietami zamiast rywalizacji.

Redakcja arysa.pl

W arysa.pl z pasją zgłębiamy świat urody, mody, zdrowia, dzieci i zakupów. Uwielbiamy dzielić się wiedzą i praktycznymi poradami, sprawiając, że nawet najbardziej złożone tematy stają się proste i inspirujące. Razem z Wami odkrywamy to, co najlepsze!

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?