Dla współczesnych Polaków rzymskie małżeństwo oznacza stały związek dwojga dorosłych, którzy żyją razem jak małżonkowie, ale nie biorą ślubu ani w kościele, ani w urzędzie. Taki układ ma własne zasady, obyczaje i bardzo konkretne skutki prawne – zwłaszcza finansowe i spadkowe. Jeśli zastanawiasz się nad takim modelem lub już w nim jesteś, warto dobrze poznać, jak działa i jaka jest jego rola w polskim społeczeństwie w 2026 roku.
Czym jest rzymskie małżeństwo dzisiaj?
Dzisiaj pod tą nazwą kryje się po prostu długotrwały związek dwóch osób, które prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, często wychowują dzieci, ale nie zawarły formalnego ślubu. W języku prawnym i socjologicznym taki układ opisuje się jako konkubinat, związek kohabitacyjny albo – potocznie – życie na kocią łapę. Słowo „rzymskie” ma dodać mu powagi i odróżnić od krótkich, przelotnych relacji.
Z punktu widzenia prawa taki związek w ogóle nie jest odrębną instytucją. Nie istnieje definicja „rzymskiego małżeństwa” w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, nie pojawia się ono w aktach stanu cywilnego ani w przepisach kościelnych. Dla państwa partnerzy są osobami obcymi, które mogą żyć razem, ale nie korzystają z automatycznych przywilejów, jakie daje legalne małżeństwo polskie.
Określenie bywa mylące – sugeruje, że mamy do czynienia z jakąś „lżejszą” formą małżeństwa. W rzeczywistości brak podstawy prawnej „rzymskiego małżeństwa” oznacza, że bez dodatkowych dokumentów partner nie ma statusu osoby najbliższej, nie dziedziczy po drugiej stronie i nie współtworzy z nią majątku tak, jak dzieje się to po ślubie.
„Rzymskie małżeństwo” to wyłącznie nazwa obyczajowa – prawnik zobaczy w nim zwykły konkubinat bez żadnych automatycznych skutków jak przy ślubie cywilnym.
Jak rzymskie małżeństwo ma się do prawa w Polsce?
Prawo w Polsce bardzo precyzyjnie opisuje, czym jest małżeństwo i jakie skutki wywołuje. Po ślubie urzędnik lub duchowny, działając w imieniu państwa, tworzy między małżonkami więź regulowaną przez Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Pojawia się wtedy wspólność majątkowa małżeńska, prawo do dziedziczenia, obowiązek alimentacyjny małżonków, a także szereg uprawnień podatkowych i socjalnych.
W przypadku związku bez ślubu wszystko wygląda inaczej. Prawo nie włącza partnerów automatycznie do kręgu „najbliższych”. Muszą oni zadbać o każdą sferę – majątek, podatki, zdrowie, dziedziczenie – osobno. Mimo to polskie regulacje pozwalają pewne luki uzupełnić, jeśli para świadomie wykorzysta dostępne narzędzia.
Jak wygląda sytuacja majątkowa bez ślubu?
Po ślubie cywilnym z mocy prawa powstaje wspólność majątkowa małżeńska. Większość rzeczy kupionych po ślubie – niezależnie od tego, kto formalnie zarabia – jest „do połowy” każdej ze stron. Przy rozwodzie sąd, a nie emocje, rozdziela majątek, co daje pewne minimum bezpieczeństwa ekonomicznego słabszemu finansowo małżonkowi.
W braku wspólności majątkowej w konkubinacie każdy zatrzymuje to, co ma na siebie. Mieszkanie, konto bankowe, auto czy firma należą wyłącznie do osoby wpisanej w dokumentach. Wspólne raty, remonty, wkład w rozwój biznesu partnera nie tworzą automatycznie żadnego prawa własności. To bywa bolesne, gdy po latach jedna strona odchodzi z walizką, a druga zostaje z całym majątkiem.
Banki traktują pary bez ślubu coraz bardziej elastycznie. Wspólny kredyt pary bez ślubu jest możliwy – wtedy oboje odpowiadają za dług, ale własność mieszkania zależy od tego, kto widnieje w akcie notarialnym. Tu przydaje się współwłasność ułamkowa: udziały można precyzyjnie określić i wpisać do księgi wieczystej.
Co z dziedziczeniem i podatkami?
Największy problem pojawia się przy śmierci jednego z partnerów. Dziedziczenie ustawowe małżonka działa tylko po ślubie – wdowa lub wdowiec wchodzi do pierwszej grupy spadkobierców razem z dziećmi. W związku bez ślubu obowiązuje brak dziedziczenia ustawowego partnera. Całość przejmują dzieci, a jeśli ich nie ma – rodzice, rodzeństwo, dalsza rodzina.
Jedynym sposobem, by zmienić ten scenariusz, jest testament partnera. W nim można zapisać konkretny majątek drugiej osobie, ustanowić zapis windykacyjny lub rozdzielić wszystko między dzieci i konkubenta. Ale nawet wtedy pojawia się kwestia podatkowa. Przy braku ślubu obowiązuje podatek od spadków i darowizn w konkubinacie – partner nie jest zaliczany do uprzywilejowanej „grupy zerowej”, więc od spadku lub darowizny zapłaci daninę, od której małżonkowie są zwolnieni.
Podatki dotykają także bieżących dochodów. Osoby w małżeństwie mogą korzystać z wspólnego rozliczenia podatku dochodowego, co często obniża należność wobec fiskusa przy dużej różnicy zarobków. W rzymskim układzie każdy rozlicza się sam i traci tę korzyść.
Partner w związku bez ślubu nie dziedziczy z ustawy, a spadek po nim jest opodatkowany jak majątek osoby obcej – różnica wobec małżeństwa jest tu ogromna.
Jak zadbać o bezpieczeństwo prawne w konkubinacie?
Mimo braku „parasola” ustawowego, przepisy dają parom bez ślubu cały zestaw narzędzi. Pierwszy krok to relacje z ochroną zdrowia. Dostęp do informacji medycznej partnera można uzyskać, wpisując go jako upoważnionego w formularzu na Internetowym Koncie Pacjenta albo w dokumentacji szpitalnej. Dzięki temu lekarz nie będzie traktował go jak przypadkowej osoby z zewnątrz.
Drugi obszar to dziedziczenie i majątek. Akt notarialny o dziedziczeniu, dobrze przygotowany testament, umowy dotyczące własności mieszkania, pożyczek czy inwestycji – wszystko to pozwala zbliżyć efekty do tych, które ma ślub, choć wymaga większej świadomości i dyscypliny. W praktyce pary często łączą testament, współwłasność nieruchomości i ubezpieczenie na życie ze wskazaniem partnera jako osoby uposażonej.
Nowością jest pojawienie się projektu status osoby najbliższej (projekt). Przewiduje on umowę o wspólnym pożyciu przed notariuszem, która ma dać część praw małżonków – od wspólnego PIT, przez zwolnienie z podatku od spadków i darowizn, po rentę rodzinną dla partnera i prawo do decydowania o pochówku partnera. Rząd przyjął ten projekt pod koniec 2025 roku, a prace parlamentarne mają ruszyć w 2026. Realnie zmiany mogłyby wejść w życie najwcześniej w 2027, więc dziś wciąż wszystko opiera się na istniejących przepisach i notarialnych umowach.
| Cecha | Małżeństwo po ślubie cywilnym | „Rzymskie małżeństwo” (konkubinat) |
| Majątek | Automatyczna wspólność majątkowa | Pełna rozdzielność, własność według dokumentów |
| Dziedziczenie | Małżonek dziedziczy z ustawy, bez podatku | Partner nie dziedziczy bez testamentu, podatek jak dla osoby obcej |
| Podatki | Możliwe wspólne rozliczenie PIT | Każdy rozlicza się osobno, brak preferencji |
| Informacja medyczna | Małżonek traktowany jako osoba najbliższa | Potrzebne pisemne upoważnienie pacjenta |
Jak wyglądało małżeństwo w starożytnym Rzymie?
Źródłem współczesnej nazwy jest rzymskie prawo małżeńskie. Rzymianie na pełnoprawny związek mówili iustum matrimonium. Nie było wtedy ślubu w dzisiejszym sensie, ale istniały jasne warunki: obie osoby musiały mieć conubium, czyli zdolność prawną do zawarcia małżeństwa, oraz wyrazić consensus małżeński – zgodę swoją i opiekunów. Prawo określało również minimalny wiek dla nowożeńców: chłopcy musieli mieć co najmniej 14 lat, a dziewczęta zaledwie 12 lat, co dobrze pokazuje, jak bardzo zmieniły się normy obyczajowe i prawne.
Małżeństwo miało poważne skutki. Dzieci z takiej relacji dziedziczyły status ojca, rodziny zawierały sojusze polityczne, a kobieta przechodziła do domu męża lub pozostawała formalnie przy swojej rodzinie. Obowiązywały też liczne ograniczenia stanowe: na przykład senatorom zakazywano zawierania małżeństw z wyzwolennicami (byłymi niewolnicami) i kobietami o bardzo niskim statusie społecznym, by chronić „czystość” elit. Zdarzało się też, że w pewnych okresach cesarstwa żołnierzom w służbie czynnej całkowicie zakazywano legalnych małżeństw. Gdy czyta się te opisy, widać, że antyczne prawo nie miało nic wspólnego z dzisiejszym „luźnym” rozumieniem rzymskiego małżeństwa jako związku bez zobowiązań.
Czym różniło się małżeństwo cum manu od sine manu?
Rzymianie rozróżniali dwie podstawowe formy. Małżeństwo cum manu oznaczało, że kobieta przechodziła pod władzę męża – stawała się częścią jego rodziny, a jej dotychczasowe więzi prawne z ojcem słabły. Do zawarcia takiego związku służyły trzy drogi: uroczyste confarreatio z udziałem kapłanów, symboliczna coemptio przypominająca „kupno” żony oraz usus (rzymska forma małżeństwa), czyli automatyczne uznanie, gdy kobieta mieszkała rok z mężczyzną bez przerwy.
Confarreatio, przeznaczone głównie dla wyższych warstw, miało charakter silnie sakralny – nowożeńcy w obecności kapłanów dzielili się specjalnym chlebem z mąki orkiszowej, co podkreślało religijny wymiar przymierza. Coemptio z kolei była prawną fikcją kupna-sprzedaży żony; w obecności świadków dokonywano symbolicznej transakcji, która przekładała się na przejście kobiety pod władzę męża. W przypadku usus małżeństwo „rodziło się” z faktu rocznego, nieprzerwanego wspólnego zamieszkania. Prawo dopuszczało jednak legalne przerwanie tego mechanizmu: wystarczyło, by kobieta spędziła trzy kolejne noce w roku (trinoctium) poza domem partnera – zwykle w domu ojca – żeby zachować niezależność majątkową i nie wejść pod władzę męża.
Drugi model, małżeństwo sine manu, dawał kobiecie większą niezależność – formalnie pozostawała ona dalej w rodzinie ojca, zachowując część majątkowych powiązań. W praktyce oznaczało to, że przez całe życie znajdowała się pod władzą pater familias albo wyznaczonego opiekuna, a nie własnego męża. W późnej republice właśnie ten typ wypierał poprzedni. Coraz częściej to on bywa przywoływany jako pierwowzór nowoczesnego partnerstwa, choć wciąż był pełnoprawnym związkiem z punktu widzenia prawa rzymskiego.
Istotnym elementem finansowym był posag (dos). Rodzina panny młodej przekazywała go mężowi, by zapewnić utrzymanie nowego gospodarstwa. Posag mógł obejmować nie tylko pieniądze, ale też ziemię uprawną czy niewolników. Mąż zarządzał tym majątkiem, ale z czasem rzymskie prawo zaczęło coraz mocniej chronić interesy kobiety – wprowadzano mechanizmy zapobiegające całkowitemu „przejedzeniu” posagu oraz gwarantujące jego zwrot w przypadku rozwodu.
Czym był starożytny concubinatus?
Obok formalnego małżeństwa funkcjonował też concubinatus (starożytny). Był to stały związek mężczyzny z kobietą, ale bez statusu iustum matrimonium – dzieci z takiej relacji miały inny status, a kobieta nie była żoną w sensie prawnym. Mimo to społeczeństwo często akceptowało takie układy, zwłaszcza gdy mężczyzna miał już oficjalną małżonkę i nie chciał lub nie mógł zawierać kolejnego małżeństwa.
Status dzieci z concubinatu był wyraźnie słabszy – nie miały one automatycznych praw do dziedziczenia po ojcu, w przeciwieństwie do potomstwa z pełnoprawnego małżeństwa. Dopiero późniejsze regulacje pozwalały częściowo zabezpieczać je w testamencie. Rozstanie, czyli rozwód (divortium) w Rzymie, było przy tym względnie proste. Wystarczyła decyzja jednej ze stron i ogłoszenie jej przed świadkami – nie istniał odpowiednik dzisiejszego rozwodu sądowego z długimi postępowaniami. W okresie cesarstwa niektórzy władcy próbowali ograniczać rozwody „z byle powodu”, obawiając się rozchwiania majątków i sojuszy arystokratycznych rodów. Dopiero filozofia chrześcijańska a małżeństwo zaczęła przekształcać związek w bardziej nierozerwalną instytucję, opartą na przysiędze i sakramentalnym charakterze.
Dlaczego pary decydują się na rzymskie małżeństwo?
Powody są bardzo konkretne: od prywatnych przeżyć po szerokie zmiany społeczne. Dla części osób ważna jest wolność od ingerencji państwa i Kościoła w sferę intymną. Inni mają za sobą rozwód sądowy i związane z nim „batalie” – podział majątku, konflikty o dzieci, przeciągające się rozprawy – więc po prostu nie chcą drugi raz przechodzić przez tę samą procedurę.
Wiele par kalkuluje także kwestie finansowe. Organizacja ślubu i wesela bywa drogim przedsięwzięciem, a ich zdaniem nie daje żadnej gwarancji trwałości. Środki wolą przeznaczyć na mieszkanie, dzieci czy rozwój zawodowy. Rzymski model daje im poczucie, że są razem „z wyboru”, a nie „z obowiązku” wpisanego w przysięgę. Niektórzy wręcz mówią o filozofii „codziennego wyboru” – skoro nie ma papieru, to każdego dnia trzeba na nowo świadomie wybierać tę samą osobę i inwestować w relację, co ma zmniejszać ryzyko wejścia w szkodliwą rutynę.
Jak zmieniają się obyczaje w Polsce?
Około dwóch dekad temu wspólne mieszkanie przed ślubem wywoływało jeszcze zdziwienie. Dziś katolicyzm w Polsce staje się mniej konserwatywny w praktyce – coraz rzadziej wymaga od młodych życia osobno do dnia ślubu. Spadek ślubów kościelnych notuje się z roku na rok, rośnie udział ceremonii cywilnych, a jednocześnie statystyki pokazują rosnącą liczbę rozwodów.
Na tym tle wzrost popularności rzymskich małżeństw wygląda jak naturalna reakcja. Część par w ogóle rezygnuje z formalizacji, inne traktują wspólne życie bez ślubu jako etap przejściowy, sprawdzian przed decyzją o zawarciu małżeństwa. W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o takim modelu wprost, co zmniejsza wstyd i presję rodziny czy otoczenia. Pomagają w tym również znane osoby, które otwarcie opowiadają o swoim życiu w nieformalnych związkach, normalizując ten scenariusz w oczach wielu Polaków.
Znane pary żyjące w modelu „rzymskim”
Dobrym przykładem są Maja Ostaszewska i Michał Englert. Są parą od 2005 roku, mają dwoje dzieci i od lat konsekwentnie nie formalizują swojego związku. Aktorka w wywiadach wprost używa określenia „model rzymski” na opisanie ich relacji, podkreślając, że brak ślubu nie oznacza mniejszego zaangażowania czy odpowiedzialności.
Podobnie Anna Wyszkoni i Maciej Durczak tworzą związek partnerski już od 2004 roku. Wspólnie zbudowali patchworkową rodzinę – wychowują syna wokalistki, córkę partnera oraz ich wspólne dziecko. Ich historia pokazuje, że model rzymski może dobrze funkcjonować także w złożonych strukturach rodzinnych po wcześniejszych rozwodach.
Inna znana sportsmenka, Otylia Jędrzejczak, od lat żyje w związku nieformalnym z Pawłem Przybyłą. Wspólnie wychowują dwójkę dzieci (urodzonych w 2017 i 2019 roku). Pływaczka jako jeden z powodów rezygnacji ze ślubu wskazuje wysokie koszty organizacji wesela, którego nie chciałaby finansować z kieszeni rodziców, oraz przekonanie, że to codzienne życie, a nie ceremonia, buduje trwałość relacji.
Dla Pauliny Holtz i Michała Nowakowskiego związek bez formalizacji jest czymś zupełnie naturalnym – aktorka wychowuje z partnerem dwie córki, Tosię i Marcjannę, a wzorzec życia „bez papierka” wyniosła z domu. Jej rodzice również nigdy nie wzięli ślubu, co pokazuje, że model rzymski może przenosić się z pokolenia na pokolenie jako zupełnie normalna forma życia rodzinnego.
W debacie o związkach nieformalnych często przywołuje się też pary zagraniczne. Przykładem jest wieloletni związek Leslie Bibb i Sama Rockwella, którzy od kilkunastu lat żyją razem bez ślubu. W wywiadach jako receptę na udany związek bez „papieru” wymieniają otwartą komunikację, udane życie seksualne oraz wspólne poczucie humoru – czyli elementy ważne w każdej relacji, niezależnie od tego, czy została sformalizowana.
Ciekawy jest również przypadek Lary Gessler i Piotra Szeląga. Para początkowo bardzo głośno deklarowała sprzeciw wobec ślubów i ingerencji państwa czy Kościoła w prywatność, stając się w mediach symbolem świadomie wybranego życia w konkubinacie. Ostatecznie jednak w 2023 roku zdecydowali się na ślub cywilny, co dobrze pokazuje, że dla części par model rzymski bywa etapem, a nie ostatecznym wyborem – poglądy i potrzeby mogą ewoluować wraz z rozwojem rodziny.
Jakie są zalety takiego modelu?
Najczęściej wymienia się trzy korzyści. Po pierwsze – elastyczność. Rozstanie nie wymaga wejścia w procedurę rozwodową, z której znany jest formalny rozwód sądowy. Po drugie – poczucie autonomii. Partnerzy mają wrażenie, że to oni – a nie urząd ani kościół – wyznaczają reguły swojej relacji. Po trzecie – możliwość dopasowania rozwiązań prawnych do własnej sytuacji. Zamiast jednego „pakietu” ustawowego tworzą prywatny zestaw dokumentów: testament, umowy majątkowe, pełnomocnictwa.
Wiele osób w związkach nieformalnych podkreśla też psychologiczny aspekt „codziennego wyboru”. Brak formalnego węzła ma dla nich znaczenie motywujące – skoro nic „na siłę” nie trzyma partnerów przy sobie, to trzeba o siebie dbać, rozmawiać i rozwiązywać konflikty na bieżąco. Taka perspektywa bywa opisywana jako sposób na unikanie marazmu i poczucia, że druga osoba „i tak nie odejdzie, bo jest ślub”.
Niewiele osób dostrzega od razu, że to wymaga sporej odpowiedzialności. Brak gotowej ochrony ze strony państwa oznacza, że każdy niedopatrzony dokument może kiedyś kosztować bardzo dużo – na przykład gdy rodzina zmarłego zignoruje wieloletnie pożycie i przejmie cały majątek.
Jakie wady najczęściej się pojawiają?
Lista słabych stron jest równie długa. Na pierwszym miejscu stoją sprawy finansowe i spadkowe, o których była już mowa. Drugi problem to emocje. Bez formalnego zobowiązania część osób czuje większą niepewność – łatwiej o zazdrość, lęk przed porzuceniem, poczucie „mniejszej ważności” wobec par po ślubie. Pojawia się pytanie: skoro możemy wziąć ślub, a nie bierzemy, co to mówi o naszym związku?
Z psychologicznego punktu widzenia brak ram prawnych może dla jednej osoby być wyrazem wolności, a dla drugiej źródłem chronicznego napięcia. Ujawniają się różne style przywiązania – ktoś o większej potrzebie bezpieczeństwa może cierpieć, żyjąc w poczuciu, że partner w każdej chwili może odejść „bez konsekwencji”. Do tego dochodzi porównywanie się z otoczeniem: rodzina, rówieśnicy czy szkoła dzieci wciąż często stawiają związki małżeńskie wyżej w nieformalnej hierarchii „poważności” relacji.
Nie bez znaczenia jest też otoczenie. Wciąż zdarzają się sytuacje, gdy rodzina, szkoła czy urząd patrzą na związek bez ślubu z dystansem. To nie zawsze otwarta krytyka, czasem drobne gesty – zaproszenia kierowane tylko do „żon i mężów”, język ankiet, brak uznania partnera przy decyzjach o dzieciach. Dla wielu osób to drobiazgi, ale przy długiej perspektywie mogą budować poczucie wykluczenia.
Jaką rolę taki związek odgrywa w społeczeństwie?
„Rzymskie małżeństwo” stało się jednym z symboli przemian obyczajowych w Polsce. Z jednej strony pokazuje większą swobodę wyboru – ludzie odchodzą od jednego obowiązującego scenariusza (zaręczyny, ślub, dzieci), z drugiej zaś obnaża niedostosowanie prawa do realnych modeli życia. Na styku tych dwóch zjawisk powstał projekt statusu osoby najbliższej (projekt), który ma połączyć wolność obyczajową z podstawowym bezpieczeństwem prawnym.
Spór toczy się także o same słowa. Krytycy używania nazwy „małżeństwo” dla związku bez ślubu mówią o „nazewniczym absurdzie”. Porównanie do kotleta sojowego „schabowego” czy metafora roślinnej kiełbasy mają pokazać, że język powinien odróżniać oryginał od substytutu. Z ich perspektywy małżeństwo to kategoria zarezerwowana dla związków spełniających wymogi prawa lub religii, a inne relacje lepiej nazywać wprost – konkubinatem czy związkiem nieformalnym.
Słowo „małżeństwo” w polskim prawie oznacza związek spełniający konkretne wymogi formalne – używanie go wobec konkubinatu zaciera różnicę między brutalną rzeczywistością a ładnie brzmiącą etykietą.
Zwolennicy rzymskiego modelu widzą sprawę inaczej: dla nich istotne jest faktyczne życie razem, a nie stempel urzędnika. Odwołują się przy tym do dawnego Rzymu, gdzie – ich zdaniem – to codzienne współżycie, a nie ceremonia, stanowiło istotę małżeństwa. Historyk prawa zwróci uwagę, że to spore uproszczenie, ale jako mit kulturowy działa bardzo silnie.
W 2026 roku ten typ związku pełni więc podwójną rolę. Jest realnym wyborem tysięcy par – z ich radościami, konfliktami, decyzjami finansowymi – i jednocześnie punktem odniesienia w debacie o tym, jak bardzo państwo powinno regulować życie prywatne. Pytanie, czy „rzymskie małżeństwo” pozostanie tylko chwytliwą nazwą, czy stanie się impulsem do trwałej zmiany przepisów, wciąż pozostaje otwarte.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Czym dokładnie jest współczesne „rzymskie małżeństwo”?
Jest to potoczne określenie długotrwałego związku partnerskiego, w którym para prowadzi wspólne gospodarstwo domowe bez formalnego zawarcia ślubu cywilnego lub kościelnego.
Czy partnerzy w „rzymskim małżeństwie” dziedziczą po sobie ustawowo?
Nie, w przypadku braku ślubu nie obowiązuje dziedziczenie ustawowe. Aby partner mógł odziedziczyć majątek, konieczne jest sporządzenie przez drugą stronę odpowiedniego testamentu.
Jakie są główne różnice w rozliczaniu podatków między małżeństwem a związkiem nieformalnym?
Małżeństwo pozwala na korzystne wspólne rozliczenie PIT oraz zwolnienie z podatku od spadków i darowizn. W konkubinacie partnerzy rozliczają się osobno, a spadek po drugiej osobie podlega opodatkowaniu jak w przypadku osób obcych.
Jak partnerzy w nieformalnym związku mogą zabezpieczyć swoje prawa medyczne?
Warto wpisać partnera jako osobę upoważnioną do informacji o stanie zdrowia w dokumentacji medycznej lub na Internetowym Koncie Pacjenta, co zapewnia dostęp do informacji o leczeniu.
Czy pojęcie „rzymskiego małżeństwa” wywodzi się z historii starożytnej?
Tak, nazwa ta nawiązuje do rzymskiego prawa, gdzie istotą związku było współżycie i wzajemna zgoda, a nie tylko formalna ceremonia ślubna.
Czym jest projektowana umowa o wspólnym pożyciu?
To propozycja zmian prawnych, która ma umożliwić parom nieformalnym uzyskanie niektórych praw małżeńskich, takich jak wspólne rozliczenie podatkowe czy prawo do renty rodzinnej.